icon
icon
icon
icon

Wstyd

       Słowo jak wystrzał z pistoletu. Można nim rzucić w twarz zarówno nieśmiałej dziewczynie, jak i wyuzdanemu starcowi, oskarżającemu Zuzannę w Księdze Daniela /Stary Testament/. W kulturze zachodniej rozbraja się tak skutecznie siłę wstydu, że coraz mniej nieśmiałych dziewczyn, a coraz więcej bezwstydnych starców.

       Nie tylko zresztą starców. Steve McQeen, brytyjski reżyser, autor obsypanego nagrodami, przed kilku laty, „Głodu” , ma 43 lata, nakręcił nowy film o mężczyźnie, który ma dobrą pracę, pieniądze, apartament w centrum Nowego Jorku, ale stracił życiowy kompas, jest odrętwiały, dusi się przez cielesne potrzeby, uprawiając szybki seks z prostytutkami. Film nosi właśnie tytuł „Wstyd”. Nie jest to jednak film tylko o  męczenniku seksu i erotomanii. Jest to film - jak mówi sam reżyser - o słabości, która - w wydaniu męskim - przejawia się w obrzydzeniu do siebie samego z powodu orgiastycznych wędrówek po szemranych zakątkach miasta. Praktycznie wyglada to tak, opowiada reżyser, że kiedy zapina się rozporek wychodząc z burdelu, zalewa człowieka fala obrzydzenia, o której można zapomnieć poprzez wizytę w następnym burdelu.

        Obrzydzenie nie jest pełną definicją wstydu. Paru fenomenologów, łącznie z kard. Wojtyłą, pisało o wstydzie znacznie lepiej.  Wszyscy, którzy zarzucają antyseksualną fobię   etyce chrześcijańskiej,  powinni to przeczytać. Film jednak to nie traktat filozoficzny. Ja bym powiedzial, że obrzydzenie do siebie przychodzi wtedy, kiedy przekroczy się granicę wstydu, chroniącego psychiczną i duchową godność człowieka. Obrzydzenie spływa  na ludzi bezwstydnych jak kwaśny deszcz.

      Jak się obmyć? Jak obronić się przed obrzydzeniem do siebie w „wyzwolonej” ze wstydu edukacji seksualnej, w dominującej kulturze pornografii? Pani Szumowska powie, żeby iść na jej film „Sponsoring” i pooglądać jak prostytuują się studentki. Wyzwolony seksuolog poradzi masturbację, pedagog oświecony opisze stosunek seksualny, zademonstruje wszystkie wymyślne środki antykoncepcyjne, domagając się ich dostępności w szkolnym sklepiku.

        Wszystkim tym paniom i panom polecę wywiad z prof. J. Kurzębą, który jest socjologiem i nie wstydzi się przyznać do chrześcijaństwa. Na pytanie: jakiego argumentu używa, żeby jednak wyprowadzić młodych z prostytucji, odpowiada: ”mówię o tym, że ciało można zabezpieczyć, ale psychiki nie. Cierń wielokrotnego oddawania się, bycia uprzedmiotowionym powoduje samostygmatyzację, poczucie zeszmacenia. Z tego trudno wyjść. Do tego dochodzi nadmiar alkoholu, narkotyki, aborcja..” [Gazeta Wyborcza” z 24 .II. 2102, s. 15].

        Dziękuję, Panie Profesorze, nie tylko za to, co Pan mówi. Jeszcze bardziej za to, co Pan czyni.

 26.02.2012.