icon
icon
icon
icon

Rola KNS w odnowie społeczeństwa złamanego

Wywiad był publikowany na portalu opoka.org.p / Serwis Edukacji Ekonomicznej /wrzesień – październik  2011 r. ks. Ireneusz Mroczkowski, Sławomir Zatwardnicki

Rola KNS w odnowie społeczeństwa złamanego

    W niektórych dziedzinach życia społecznego nie słyszy się głosu KNS wyjaśniającego rzeczywistość. Dla odnowy społeczeństwa potrzeba wypełnienia ogólnych haseł KNS konkretnymi treściami społeczno-gospodarczymi. Prezentujemy Państwu wywiad Sławomira Zatwardnickiego z Ks. Prof. Ireneuszem Mroczkowskim.

 

Sławomir Zatwardnicki, OPOKA: Społeczna gospodarka rynkowa – czy to nie sprzeczność sama w sobie? Zwolennicy wolnego rynku widzą w tym pojęciu „trzecią drogę”, a katolicką naukę społeczną uważają za – cytuję kard. Marxa – „marksizm serca Jezusowego” (R.. Marx, „Kapitał. Mowa w obronie człowieka”)?

Ks. prał. prof. Ireneusz Mroczkowski: Ani społeczna gospodarka rynkowa nie jest pojęciem sprzecznym samym w sobie, ani katolicka nauka społeczna nie jest „marksizmem serca Jezusowego”. Społeczna gospodarka rynkowa doprowadziła do odbudowy Niemiec zachodnich po II wojnie światowej i stworzenia podstaw ładu społecznego, który – daj Boże – innym państwom. Natomiast katolicka nauka społeczna – poza tym, że zawiera obiektywną prawdę o człowieku i jego relacjach społecznych – wymaga ciągłego rozwoju w krytycznym dialogu ze współczesną myślą polityczną, ekonomią, socjologią, prawem międzynarodowym.
Mądrość zasad katolickiej nauki społecznej objawia się podczas kryzysu. Czytając artykuły politologów, ekonomistów i socjologów na temat przyczyn ostatniego kryzysu, rodzą się skojarzenia z Caritas in veritate Benedykta XVI. Szkoda, że nie widzą ich publicyści świeccy. W Polsce brak mi teoretyków katolickiej nauki społecznej, którzy mieliby odwagę oceniać konkretne rozwiązania w takich kwestiach jak podatki, reforma emerytalna, polityka rodzinna państwa, prywatyzacja, czy choćby projekt budowy elektrowni atomowej czy dopuszczenie na nasz rynek żywności modyfikowanej genetycznie. W tych i innych bieżących sprawach oddajemy pole tzw. ekspertom i politykom, którzy, nawet jeśli mienią się chrześcijanami, mają tak różne zdania, że przymiotnik chrześcijański zaczyna tracić społeczną nośność. Może za szybko – w imię autonomii spraw ziemskich – wycofaliśmy się po Soborze Watykańskim II z poszukiwania konkretnych rozwiązań społeczno-gospodarczych.

 

SZ: A skoro już jesteśmy przy tym, którego określa się mianem ghostwritera encykliki „Caritas in veritate” Benedykta XVI: czy zgodziłby się Ksiądz ze zdaniem, że mimo iż KNS jest pośrodku socjalizmu i liberalizmu, to jednak z „«przechyłem» w stronę liberalizmu” (R. Marx, tamże)?

      IM: Pojęcie socjalizmu i liberalizmu jako systemów polityczno-gospodarczych dzisiaj tak się rozmyło jak programy polskich partii politycznych, które nawiązują do tych idei. Ostatnio w Polsce toczy się debata na ten temat, animowana zresztą przez młodych lewicowców spod znaku Krytyki Politycznej. Jeden z filozofow (A. Szahaj) mówi o socjalliberalizmie. Program, jaki prezentuje, jest na poziomie ogólnych haseł, bliskich niektórym tezom katolickiej nauki społecznej. Także z innych krajów, np. z Anglii, która ostatnio odsłoniła dojmujące oblicze kryzysu, dochodzą głosy, że konserwatyści i socjaliści są skłonni spotkać się w samokrytycznej refleksji nad swoimi ideologicznymi dogmatami (wiara w wolny rynek, wiara w państwo) i zgodzić się z tym, że najważniejsza jest odnowa, jak mówi premier W. Brytanii, D. Cameron, „złamanego społeczeństwa”. Kto ma jednak jej dokonać, jeśli dzieci chowają się bez ojców, w szkołach nie ma dyscypliny, Kościoły opustoszały, nagradza się za nic, a nie karze za zbrodnie?

SZ: Wykładał Ksiądz Prof. katolicką naukę społeczną. Chciałbym zapytać o słyszalność społecznego głosu Kościoła w przestrzeni debaty publicznej w Polsce. Cichutki to głos, dobiegający zza drzwi politycznych gabinetów albo z szufladki z napisem: „pobożne bajki bez związku z realiami”?

     IM: W niektórych bardzo ważnych sprawach społecznych (np. obrona życia, pomoc rodzinie) głos Kościoła w Polsce jest słyszalny bardzo dobrze. Kościół hierarchiczny wypełnia tu swoją funkcję, zwłaszcza prorocką. W innych dziedzinach życia społeczno-publicznego tego głosu jest stanowczo za mało. W wolnej, demokratycznej Polsce grupy społeczne zdobyły szanse artykułowania swoich potrzeb i poglądów, wolny rynek idei zepchnął nasze (kościelne) stanowisko do jednego z wielu. Ogólne hasła katolickiej nauki społecznej trzeba wypełnić konkretnym programem społeczno-gospodarczym, który z punktu widzenia katolickiej nauki społecznej powinien jednak bardziej zdecydowanie bronić biednych, a więc ofiary transformacji ustrojowej. Zabrakło tu głosu nie tyle może biskupów, co przedstawicieli katolickiej nauki społecznej, popartej autorytetem Kościoła. Dużym zaniedbaniem była rezygnacja z dziennika katolickiego, strata telewizji Niepokalanów, niewykorzystanie możliwości, jaką stwarza „Radio Maryja” i „Telewizja Trwam”.
       Życie społeczne nie znosi próżni. Nieobecność Kościoła w dyskursie publicznym powoduje dezorientację wiernych i wcale nie chroni przed podziałami. Tak jak nie wszystkim podobał się głos Kościoła w czasach PRL, tak i w pluralistycznej Polsce nie będzie się wszystkim podobał głos Kościoła w sprawach społecznych i gospodarczych. Ważne, by był to głos broniący słabszych; głos ponadpartyjny; nie tyle moralizujący, co wyjaśniający sytuacje w świetle wartości chrześcijańskich; głos zawsze poparty gotowością Kościoła do pomocy w rozwiązywaniu problemów. Nie ma co się bać współpracy z innymi, którzy dostrzegają problemy społeczne szybciej niż my. Tak jest np. z ekologią. Bardzo się cieszę, że Benedykt XVI uwrażliwia Kościół na ten problem, o którym w Kościele w Polsce prawie się nie mówi.


SZ: Czy jest w ogóle szansa na to, żeby głos KNS został jednak wysłuchany? Jakby to miało wyglądać w praktyce?

     IM: Szansa jest tym większa, im bardziej będziemy wiarygodni i kompetentni. O kompetencji już mówiłem. Wiarygodność społeczną codziennie udowadniamy naszą pracą dla dobra wspólnego na płaszczyźnie przede wszystkim duchowo-religijnej, ale także poprzez wychowywanie ludzi sumienia, „którzy są zdolni do życia dobrego z innymi i dla innych w sprawiedliwych instytucjach” (Ricoeur). Czyż to nie jest najlepsze zabezpieczenie przed „społeczeństwem złamanym”, o którym mówi Cameron? Przecież mamy jeszcze szansę obronić się przed taką sytuacją. Żaden uczciwy obserwator sceny społecznej w Polsce nie może zaprzeczyć pozytywnej roli Kościoła w tej pracy. Dlatego zastanawiam się nad motywami krytyki nie tyle Kościoła jako instytucji, ale upartym dążeniem do sekularyzacji życia społecznego.
     Wielkim zadaniem społecznym współczesnego Kościoła w Polsce jest promocja i obrona rodziny. Czyż nie można stworzyć programu Nowej Wielkiej Nowenny, która na trzech płaszczyznach – religijnej, antropologiczno-etycznej i społecznej, wykorzysta możliwości Kościoła w obronie przeżywającej kryzys rodziny? Zarys programu takiej Nowenny przedstawili teologowie moraliści w Polsce. Owszem w niektórych diecezjach robi się wiele dla rodziny. Chodzi jednak o działania zintegrowane, konsekwentne i trafiające w istotne potrzeby społeczne. Rodzina zasługuje dziś na takie potraktowanie jak naród traktowany był w Wielkiej Nowennie przez Prymasa Tysiąclecia. Trzeba mieć nadzieję, że wraz ze staraniem o jego beatyfikację, będziemy nabierać odwagi w realizacji jego wizji społecznych, wyrosłych przecież z serca katolickiej nauki społecznej.

SZ: Bardzo dziękuję za wywiad.