icon
icon
icon
icon

Na śmierć Szymborskiej


      Kochałem wiersze Szymborskiej, zanim dowiedziałem się o jej drogach życiowych i politycznych i zanim została laureatką Nagrody Nobla. „Nic dwa razy się nie zdarza” cytowałem na kazaniach, na lekcjach religii i w rozmowach prywatnych wtedy, kiedy nie było spopularyzowane aż do wyświechtania. Jej poezja zawsze robiła wrażenie; i na tych, którzy kochali poezję, i na tych, którzy jej w ogóle nie znali. Niestety, wśród katolików stanowczo za dużo jest ludzi, którzy mówią, że nie lubią poezji. No, a Biblia? To przecież w dużej części  poetycka Księga  o Bogu.


      Po nagrodzie Nobla nie wypadało nie znać Szymborskiej. Pewnie dlatego dziennikarze mediów wszelakich, najbardziej zaś dziennikarze telewizyjni, prześcigają się w poprawnym mówieniu o niej po śmierci. Nie mając odwagi powiedzieć całej prawdy o jej życiu, i nie znając istoty jej poezji, ćwierkają o tym, ża lubiła sobie zapalić, wypić koniaczek, wydawała kolacyjki z fantami, była nieśmiała. Jakież to płytkie wobec inteligencji i szerokich zainteresowań Poetki.


       Dla mnie Szymborska była osobą, która w poetycki, niezrównanie piękny  sposób mówiła o dramacie  osoby. Cytowałem jej wiersz - o człowieku - w antropologii teologicznomoralnej, "Chwilą" próbowałem dotrzeć do bezbrzeżnej beznadziei ludzi skaczących z płonących wież w Nowym Jorku, a  wiersz "Kot w pustym mieszkaniu" był wiernym zapisem przeżyć po śmierci mojego Ojca, po którym pozostały, w opustoszałym nagle gospodarstwie, nie tylko koty, ale i pies.


      Te zwierzęta, które mogłem złapać, oddałem krewnym. Jakiż przeżyłem ból, kiedy po kilku dniach pojechałem do domu i zobaczyłem samotnych domowników osieroconego podwórka; głodnych, opuszczonych, bezpańskich, pełnych żalu i rozpaczy. Do dziś słyszę ich płacz, widzę żal i czuję oburzenie. Doprawdy  t
ego nie robi się kotu.

       W  jednym nie mogę zgodzić  się z  Poetką; że umarłych wieczność  dotąd  trwa, póki pamięcią  im sie  płaci...

 

4. 02. 2012.

 

 

Foto Galery

img