icon
icon
icon
icon

Kościół z Oburzonymi

       Bardzo się ucieszylem, że Benedykt XVI zabrał głos na temat Oburzonych. Uczynił to w przemówieniu (9.I.2012) do członków korpusu dyplomatycznego, akredytowanych przy Stolicy Apostolskiej. Powiedział coś, co jest oczywiste: gospodarka jest często uprawiana z punktu widzenia interesów grupowych, a nie dobra wspólnego. Zwolennicy wolnego rynku natychmiast dodadzą, że zadaniem wolnego rynku nie jest troska o dobro wspólne, że nikt nie przeszkadza organizacjom charytatywnym (i Kościołowi) troszczyć się o dobro wspólne, że ci, którzy mają usta pełne szczytnych ideaów w dziedzinie ekonomii, doprowadzają do największej biedy (kiedy rządzą).

       Można przedłużać litanię zwolenników wolnego rynku, globalizacji finansowej, piewców jak najmniejszej ilości uregulowań w tej dziedzinie, łacznie z ograniczeniem roli państwa. W Polsce od dwudziestu lat mamy nieustanną dyskusję na te tematy, która dzieli partie polityczne, ekonomistów, ba nawet ludzi wierzących.

       Niepokoi to, że w tej dyskusji nie biorą udziału  prominentni przedstawiciele Kościoła. Jakby sami się wykluczali  poprzez niezabieranie głosu w sprawach społeczno-gospodarczych. Gdzie są Tygodnie Społeczne, gdzie społeczna nauka Kościoła, gdzie oceny programow społeczno-ekonomicznych poszczególnych partii, prywatyzacji, odpowiedzialności za kryzys, dyskusji o minimum socjalnym, SKOKach czy tak licznych grupach wykluczonych. Przecież wykluczonych w Polsce w ostatnich dwudziestu latach jest tak dużo, że nawet "Krytyka Polityczna" się za nimi ujmuje. Czasami można mieć wrażenie, że Caritas, który faktycznie bardzo pomaga biednym, rozgrzesza nas z naszego brania odpowiedzialności za kształt życia społecznego.  Zauważmy, że o ile  krytykuje się  biskupów i kapłanów  za mieszanie  się do polityki, to   coraz  częściej  słychać  wołanie o   zajmowanie  stanowiska w  kwestiach społecznych.

     Zadanie przed Kościołem jest olbrzymie, właśnie na miarę zadań, jakie stawiają Oburzeni i jakie odsłania kryzys ekonomiczny. Trzeba zmieniać zarówno system  jak i ludzi, którzy żyją w tym systemie. W zmianę systemu nie wierzą możni i rządzący tym światem, natomiast zmianą mentalności, uwolnieniem od rzeczy, konsumpcjonizmu, wygody, nie są najczęściej zainteresowani sami Oburzeni. Oni chcą wysadzić z urzędów tych z Wall Street, zdemaskować zachłanność wielkiego kapitału i pomóc biednym. Czyż teologia moralna, duchowość chrześcijańska, teologia pastoralna i katolicka nauka społeczna, nie są od tego, aby zarówno dyskutować o  systemie, jak i  demaskować złe  nawyki?

 

16. 01. 2012.